|
Szkolenie przeważnie prowadzone
jest w systemie dwumiesięcznym:
-
pierwsze dwa tygodnie to okres aklimatyzacji i nauki
współżycia z nowym otoczeniem.
-
następne dwa tygodnie to intensywne szkolenie ze
szczególnym uwzględnieniem przychodzenia na komendę i
kulturalnego chodzenia na smyczy.
-
drugi miesiąc służy utrwalaniu umiejętności.
Konieczne są wtedy wizyty właściciela, który
szczegółowo zapoznaje się z zastosowanymi metodami szkolenia
i przyswaja sobie umiejętności kierowania psem.
Przedstawiony plan jest
orientacyjny i modyfikowany jest indywidualnie.
Zaletą tego szkolenia jest
lepsze wyszkolenie psa, niż przy szkoleniu przez przewodnika. Wadą jest
jednak to, że przewodnik nie biorący udziału w całym cyklu szkolenia ma
mniejsze umiejętności posługiwania się psem. Warunkiem powodzenia
szkolenia jest aktywny udział właściciela w nauce podczas
umówionych spotkań. Trzeba bowiem pamiętać, że pies nie jest
maszynką, którą można zaprogramować, lecz żywym stworzeniem.
Szkolenie to polecam osobom,
które nie mają możliwości uczęszczania na zajęcia
w Szkole dla Psów lub nie poradzą sobie na kursie. Czasem
jest to jedyny sposób na wyszkolenie psa.
Z uwagi na to, że psy mieszkają
z nami w domu, liczba miejsc jest ograniczona. Ograniczenie to jest
również konieczne ze względu na konieczność poświęcenia
każdemu psu odpowiedniej ilości czasu. Szkoła dysponuje
również kojcem, w którym trzymamy psy
wyłącznie na wyraźną prośbę przewodnika. Jednak trzymanie psa w mieszkaniu
daje nam najlepszy efekt pracy spowodowany ciągłym kontaktem z instruktorem.
Koszt szkolenia wraz z hotelem
wynosi 3000 zł (bez wyżywienia). Opłatę pobieramy w dwóch
częściach: połowę przy przyjmowaniu psa na szkolenie i resztę po
miesiącu.
Aby nie zmieniać psom diety,
właściciele sami dostarczają odpowiedni pokarm dla pensjonariuszy
Szkoły.
Zajęcia
prowadzi Leszek Kalisz.
Instruktor z uprawnieniami Głównej Komisji Szkolenia
Psów Związku Kynologicznego w Polsce.
(legitymacja nr 38/91)
Przeczytaj recenzje naszych szkoleń stajonarnych
|
Szkolenie zdecydowanie spełniło nasze wcześniejsze
oczekiwania. Właściwie pozwoliło nam na zatrzymanie psa w domu, bo sytuacja
była na tyle poważna i krytyczna, że myśleliśmy o oddaniu naszego pupila, choć
decyzja ta nie była łatwa. Szkolenie u Leszka Kalisza było naszą ostatnią
szansą i na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Mieliśmy ogromny problem z
agresją u Cocker Spaniela angielskiego, która niestety często kończyła się
pogryzieniami. W tej chwili nawet powarkiwanie jest raczej rzadkością, co nas
oczywiście bardzo cieszy i do tej pory zaskakuje, bo do domu wrócił zupełnie
inny pies. Oczywiście musimy przestrzegać reguł szkoleniowych, co nie zawsze
się w pełni udaje, ale poprawa jest ogromna.
Trudnym momentem było dla nas przełamanie się i nie
okazywanie miłości pupilowi w takiej ilości do jakiej się przyzwyczailiśmy oraz
twarda postawa wobec niego, ale widać w tej chwili, że było to konieczne. Pies
( choć oczywiście nie zawsze, bo jesteśmy zbyt pobłażliwi) słucha się naszych
komend i dzięki unikaniu niebezpiecznych sytuacji, na które zwrócił nam uwagę
Pan Leszek, mamy w końcu „kochanego psa” a nie „nieobliczalnego psa”. Kiedy
pies trafił na szkolenie miał prawie cztery lata, co udowadnia, że nigdy nie
jest za późno i żałujemy, że nie zgłosiliśmy się do Pana Leszka wcześniej, ale
lepiej później niż wcale.
Najważniejsze jest jednak to, że pomimo powszechnej
opinii, że z agresją u psa nic nie da się zrobić, Pan Leszek zdołał
ujarzmić naszego Larsa i pokazał nam sposoby kontrolowania jego
zachowania . Dzięki temu nasze wspólne życie z psem stało się dużo łatwiejsze.
Zdecydowanie polecam szkolenie wszystkim osobom, które
chcą widzieć w psie przyjaciela, a nie niegrzeczne zwierzę. Zwłaszcza zaś tym,
którzy stracili już nadzieję na wyszkolenie psa i mają z nim duże problemy.
Życzę wszystkim wytrwałości i powodzenia w kontynuowaniu szkolenia w domu.
Natalia Świderska
Studentka, właścicielka kotki i Cocker Spaniela o imieniu LARS
PS. Chciałam też
BARDZO podziękować, bo właśnie minął rok od ostatniego pogryzienia, a zazwyczaj
liczyliśmy tygodnie, ewentualnie miesiące. Może grzeczny nie jest, bo ma
charakterek, ale to zupełnie inny pies niż rok temu.
|
|
Samo szkolenie przynosiło z każdym dniem coraz większe
rezultaty w zachowaniu psa, a my jako opiekunowie nauczyliśmy się właściwie
egzekwować swoje polecenia. Po szkoleniu nasz pies stał się bardzo karny,
właściwie reaguje na wydawane komendy.
Zaskoczyła nas rzetelność, sumienność i
konsekwencja Trenera, którą było widać w zachowaniu naszej
milusińskiej z charakterem.
Jesteśmy bardzo zadowoleni, że
trafiliśmy do Szkoły Pana Leszka Kalisza.
Henryk Słabicki z Owczarkiem niemieckim o imieniu
ZAMIRA
|
|
Naszym największym marzeniem
było zawsze posiadanie psa. Jednak dla małżeństwa gdzie obydwoje partnerzy nie
tylko ze pracują ale i do tego w różnych miastach i widzą się praktycznie tylko
na weekendy, było to po prostu marzenie nie do spełnienia. I kiedy w zeszłym
roku na wakacjach przypadkiem trafiliśmy na Harrisa we Wrocławskim schronisku,
te marzenia znowu powróciły. Harris 6-letni mieszaniec labradora trafił
całkowicie wygłodzony i zaniedbany po akcji Towarzystwa Ochrony Zwierząt,
najpierw do wolontariuszki z dużym sercem, gdzie wyleczył swoje rany i doszedł
do normalnej wagi, a trzy miesiące później do schroniska. Jednak jego sytuacja
tutaj nie była najlepsza. 6-letni, większy, czarny pies nie należy to tych
poszukiwanych. Jego „brak obycia”, lekceważenie wołania, ciągłe posikiwanie i
straszne ciągnięcie na smyczy, też nie sprzyjały jego sytuacji. Po trzech
miesiącach w schronisku należał do pierwszych kandydatów na uśpienie.
Jedynie opis Pani
wolontariuszki, że Harris jest bardzo łagodny i zostaje bez problemu dłuższy
czas sam w domu, bez szczekania czy niszczenia czegokolwiek, po prostu kładzie
się spać i czeka, nie dawał nam spokoju i nie pozwalał rezygnować.
Po tygodniu mocnych
dyskusji, rozpatrywania wszystkich alternatyw i ciągłego kontaktu ze
schroniskiem oraz Panią wolontariuszką zdecydowaliśmy, ze pies po takich
przeżyciach, o takim łagodnym charakterze zasłużył na lepsze życie i
postanowiliśmy zrobić wszystko aby go uratować.
Największym problemem było
„wychowanie” Harrisa. I tu trafiliśmy na szkołę Pana Leszka. Nasz urlop kończył
się, także potrzebowaliśmy coś „zaocznego”. Szkolenie stacjonarne, to znaczy
pierwszy miesiąc pies zostaje w szkole i sam pobiera intensywne nauki a
następny miesiąc (w naszym przypadku był to intensywny tydzień) ta wiedza jest
utrwalana razem z właścicielami, to było dla nas najlepsze wyjście.
I tak zaczęła sie nasza
przygoda z Harrisem. Dzisiaj po 8 miesiącach Harris na pewno nie jest prymusem
psiej tresury ale jest absolutnie posłuszny. Nie załatwia się w domu, potrafi
pięknie spacerować na lince, chętnie jeździ samochodem, nic nie niszczy i nie
szczeka bez potrzeby. To dzięki Panu Leszkowi i Pani Agnieszce jego pomocnicy,
nasze marzenia się spełniły.
Szkołę Pana Leszka jak i
jego metody możemy absolutnie polecić.
Naszym największym
zaskoczeniem było to, że Pan Leszek przy nas prawie nigdy nie okazywał zbytniej
czułości psu. A wręcz przeciwnie. I nam zabronił ciągłego głaskania naszego
pupila. Dzisiaj wiemy już, że największa więź pomiędzy psem a właścicielem nie
wynika z ilości głaskania. Już po pierwszym dniu naszego intensywnego,
tygodniowego szkolenia zrozumieliśmy że to nasze „wychowanie” musi sie zmienić.
I tak też pierwsze efekty objawiały się jak tylko nam udało się nasze
postępowanie wiarygodnie zmienić. To od nas zależy jaki jest i jaki będzie nasz
pies. To najważniejsze co nam Pan Leszek przekazał.
Kasia i Tomek Makowie
z mieszańcem Labradora o imieniu HARRIS
Mieszkamy i pracujemy od 25 lat na zachodzie
|
|